Jak to się zaczęło?
Piękno przestało być dla mnie perfekcją.
Zaczęło być dobrostanem.
Zaczęło być dobrostanem.
O przebodźcowanej skórze, świadomej pielęgnacji i marce, która powstała z potrzeby spokoju.
Zacznijmy od początku. Zanim powstało BABO pracowałaś w branży reklamowej. Myślisz, że to zmieniło Twoje podejście do pielęgnacji?
Przez lata moja skóra właściwie wszystko wytrzymywała. Wielogodzinne sesje zdjęciowe, ciężki makijaż, ciągłe oczyszczanie, nowe peelingi, zabiegi, ekstremalne warunki atmosferyczne (sesja strojów kąpielowych w marcu nad Bałtykiem? Pewnie!). W tym świecie cały czas słyszysz, że trzeba wyglądać młodziej, lepiej, szczuplej, bardziej świeżo. Nie ma miejsca na zmęczenie, gorszy dzień, zmiany hormonalne.Ale zaczynając przygodę modelingową w wieku 15 lat wierzyłam, że da się wyglądać perfekcyjnie cały czas, tylko trzeba się postarać. A jeśli nie jesteś idealna? Widocznie za mało się starasz.
Ale nie da się żyć pod taką presją długo.... Co Cię skłoniło do zmiany?
Wytrzymałam 10 lat. A potem organizm powiedział „dość”.
Najpierw skóra zaczęła reagować zupełnie inaczej niż wcześniej. Później doszły hormony, ciąża, ogromna wrażliwość na zapachy, składniki kosmetyczne i pokarmowe. Nagle rzeczy, które kiedyś były „normalne” przestały mi służyć. Przeciążone przez lata, przebodźcowane ciało się zbuntowało.
To właśnie wtedy pierwszy raz zaczęłam patrzeć na domowe, naturalne sposoby dbania o siebie, które były tak bliskie mojej mamie i babci, jak na coś co pozwala mi odetchnąć. Uspokoić skórę, głowę, emocje.
Co masz na myśli?
Że w pewnym momencie zaczęłam rozumieć, jak bardzo sztuczny stał się dziś nasz świat.
Kiedy moje dzieci zaczęły zmagać się z alergiami i atopią, zaczęłam czytać składy wszystkiego — nie tylko kosmetyków.
Nagle patrzysz inaczej na detergenty, które „dopierają wszystko za pierwszym razem”, intensywne zapachy w domu, przetworzoną żywność, ilość szkodliwej chemii, z którą stykamy się każdego dnia.
I zaczynasz się zastanawiać, ile z tego naprawdę jest nam potrzebne. Co tak naprawdę nam służy, a co nie?
Mam wrażenie, że przez lata przyzwyczailiśmy się do życia w ciągłym nadmiarze. Mocniejsze produkty. Mocniejsze zapachy. Mocniejsze działanie. A później dziwimy się, że organizm i skóra w pewnym momencie zaczynają się buntować.
Myślisz, że dlatego BABO jest tak „spokojną” marką?
Tak, zdecydowanie. Jest dojrzała tak jak ja.
Nigdy nie chciałam tworzyć kosmetyków, które krzyczą zapachem albo obiecują natychmiastową perfekcję. Dużo bliższa jest mi dziś idea longevity i beautiful aging — dbania o skórę w sposób długofalowy, łagodny i świadomy.
Dzisiaj bardziej niż „perfekcyjna skóra” interesuje mnie zdrowa bariera hydrolipidowa, komfort skóry i pielęgnacja, która wspiera organizm zamiast go przeciążać.
„Nie interesuje mnie pielęgnacja, która ma sprawić, że kobieta poczuje się niewystarczająca. Bardziej interesuje mnie moment, w którym zaczyna czuć się dobrze sama ze sobą.”
W naturalnych kosmetykach bardzo często pojawiają się olejki eteryczne. U Was zapach jest zupełnie inny.
Bo bardzo szybko zrozumiałam, że „naturalne” wcale nie zawsze znaczy delikatne.
Wiele olejków eterycznych potrafi mocno podrażniać — szczególnie skórę wrażliwą, reaktywną albo już przeciążoną. A ja nie chciałam wybierać między komfortem skóry a przyjemnością pielęgnacji.
Od początku zależało mi na tym, żeby nasze kosmetyki pachniały bardziej jak luksusowe SPA niż „eko sklep”. Otulająco, sensualnie, trochę perfumeryjnie — ale bez ciężkości i drażniących dodatków. Chciałam tworzyć zapachy złożone i eleganckie, ale jednocześnie bezpieczne nawet dla bardzo wrażliwej skóry.
Dlatego nasze kompozycje zapachowe są bardzo starannie selekcjonowane. Nie zawierają alkoholu ani agresywnych składników często spotykanych w klasycznych zapachach do kosmetyków. Są antyalergiczne i tworzone tak, żeby pielęgnacja nadal była przyjemnym rytuałem, a nie kolejnym bodźcem dla skóry.
Bo dla mnie luksus w pielęgnacji nie polega na tym, żeby produkt pachniał mocniej. Tylko mądrzej.
A tam, gdzie skóra potrzebuje absolutnego minimum bodźców — jak w części linii SENSO — zostawiliśmy formuły całkowicie bezzapachowe.
Wasze kosmetyki są bardzo minimalistyczne jak na dzisiejszy rynek beauty.
To prawda, ale ja wierzę, że skóra nie potrzebuje dziś kolejnych eksperymentów. W świecie skincare cały czas słyszymy, że trzeba dodawać nowe aktywne składniki, mocniejsze kwasy, kolejne kroki pielęgnacji. A wiele kobiet trafia do nas właśnie dlatego, że ich skóra jest już po prostu zmęczona. Dlatego bardzo bliski jest nam skinminimalism. Mniej produktów, ale lepiej przemyślanych. Mniej chaosu. Więcej uważności.
„Bardzo lubię też to, że większość naszych klientek trafia do nas przypadkiem… a zostaje na lata.
Nie jesteśmy marką impulsywnych zakupów. Dużo częściej słyszymy: „wracam po kolejne opakowanie” albo „moja skóra w końcu się uspokoiła”. I myślę, że to jest dla nas największy komplement..”
Nie jesteśmy marką impulsywnych zakupów. Dużo częściej słyszymy: „wracam po kolejne opakowanie” albo „moja skóra w końcu się uspokoiła”. I myślę, że to jest dla nas największy komplement..”
Jak powstają kosmetyki BABO?
Powoli. I bardzo świadomie.
Jesteśmy małą manufakturą z Dolnego Śląska i chyba właśnie dzięki temu możemy tworzyć kosmetyki inaczej niż duże marki.
Nie interesuje nas masowa produkcja ani wypuszczanie nowości tylko dlatego, że akurat pojawił się kolejny trend.
Wolimy pracować nad formulacją w swoim tempie.
Testujemy tekstury, działanie, komfort skóry, zapachy. Wszystkie receptury współtworzymy z kosmetolożką z wieloletnim doświadczeniem, która od lat pracuje ze skórą wrażliwą i problematyczną. Produkujemy małe, świeże partie, bo zależy nam bardziej na jakości niż na ilości.
I myślę, że podobnie patrzymy też na środowisko i codzienność wokół nas.
Nie chodzi o „bycie eko” dla samego hasła. Bardziej o świadome wybory. Szklane opakowania, materiały z recyklingu, papierowe pakowanie zamówień, biodegradowalne chrupki. O tworzenie rzeczy, które mają sens, są dobrej jakości, są wydajne i produkowane z poszanowaniem zasobów.
Bardzo lubię też to, że większość naszych klientek trafia do nas przypadkiem… ale zostaje na lata. Nie jesteśmy marką impulsywnych zakupów. Dużo częściej słyszymy: „wracam po kolejne opakowanie” albo „moja skóra w końcu się uspokoiła”. I myślę, że to jest dla nas największy komplement.
Czym dziś jest dla Ciebie BABO?
Myślę, że przypomnieniem, że nie musimy cały czas czegoś w sobie poprawiać.
Że pielęgnacja nie powinna wynikać z presji, lęku ani poczucia, że ciągle jesteśmy „niewystarczające”.
Dużo bliższa jest mi dziś idea dbania o siebie z czułością i spokojem — bez pośpiechu, bez przesady, bez ciągłej pogoni za perfekcją.
Dlatego tak bardzo zależy nam na edukacji. Na rozmowie. Na pokazywaniu kobietom, że w pielęgnacji — i często też w życiu — więcej wcale nie znaczy lepiej.
Organizujemy warsztaty, konsultacje, spotkania w kręgach kobiet. Spotykamy się z kobietami, które świadomie dbają o swój dobrostan — chodzą na jogę, pilates, do sauny, na masaże. Które rozumieją, że prawdziwe dbanie o siebie nie zaczyna się od kolejnego produktu, tylko od zatrzymania się na chwilę i wsłuchania w swoje ciało.
I chyba właśnie tym jest dziś dla mnie BABO.
Nie kolejną marką beauty. Bardziej spokojniejszym podejściem do siebie samej.
Życzę Wam zatem wielu sukcesów, samych świadomych, wspaniałych klientek i niekończących się pomysłów na rozwój!
Dziękuję serdecznie, to piękne życzenia! Nasze klientki są dla nas niesamowitą inspiracją i to one sprawiają, że pomysły nam się nie kończą. Jedynie czasu trochę brak.
Wszystkiego dobrego!
Roksana
wywiad przeprowadziła Aleksandra Kędzierska